Recenzje „Numbers” 2016

All About Jazz – Mark Sullivan

Jakub Krukowski – JazzPress 01/2017

Robert Ratajczak – blog muzyczny LongPlay

http://longplayrecenzje.blox.pl/2017/05/HoTS-Numbers-2016.html

„(…)HoTS jest na polskiej scenie jazzowej zjawiskiem wyjątkowym. W utworach zespołu, mimo że oscylujących wokół szeroko pojętego mainstreamu, znajdziemy elementy zaangażowane i złożone. To muzyka która potrafi wciągnąć nawet mało osłuchanego z jazzem odbiorcę w miejsca pierwotnie dla niego niedostępne i zdawać by się mogło przeznaczone tylko dla wytrawnego słuchacza. W łatwo przyswajalne tematy o przejrzystej strukturze HoTS wplatają formy wyrafinowane o wyszukanej i złożonej konstrukcji. Innym atrybutem płyty „Numbers” jest zachowanie dbałości o każdy najmniejszy detal, o co w muzyce improwizowanej wyjątkowo trudno. Mimo wyczuwalnej swobody z jaką muzycy poruszają się w muzycznej przestrzeni, nie naruszają pewnych niewidocznych granic aranżacyjnej elegancji.
Drugi album po udanym debiucie, to dla wielu artystów płyta niewdzięczna, która nie zawsze jest w stanie udźwignąć ciężar poprzedniczki. W przypadku HoTS mamy jednak do czyniena z prawdziwym rozwinięciem skrzydeł i większym zdecydowaniem w dążeniu ku obranemu celowi.”

Magdalena Szpak – blog muzyczny blue-bossa – Muzyka ukryta w liczbach

http://blue-bossa.blogspot.com/2016/12/muzyka-ukryta-w-liczbach.html
„O tym, że fascynują ich liczby, można było przekonać się słuchając ich debiutanckiej płyty. Harmony of the Spheres (tytuł jest również rozwinięciem nazwy zespołu: HoTS) rozpoczyna intrygująco brzmiący utwór 3/5. Nazwa ta od razu nasuwa skojarzenia z metrum, którego – jak się okazuje po wysłuchaniu całego materiału – rzeczywiście nie sposób pominąć. Ciągle zmieniający się rytm to nie tylko unikatowa cecha kompozycji 3/5 – to wręcz element symboliczny najnowszego albumu grupy o nieprzypadkowym tytule Numbers (Mutikulti Project).
Pierwszy raz z repertuarem Numbers miałam okazję zetknąć się w warunkach najlepszych, jakie mogły się zdarzyć – nieco ponad miesiąc temu zespół przyjechał do Wrocławia. Zagrali w znanym klubie jazzowym w mieście, prezentując się tak dobrze, że powrót do domu z płytą w ręku był nieunikniony.
Dla tych, którym znany jest debiutancki album grupy, Numbers z pewnością będzie kontynuacją powziętego stylu i oryginalnego, harmonijnego brzmienia. Odnajdą w nim liczne próby ingerencji w rytm i nieustannej zmiany metrum. To właściwie najważniejsze podobieństwa dwóch dotychczasowych krążków grupy. Co nowego? Na płycie usłyszymy bogatych o nowe doświadczenia muzyków, którzy przez ostatnie 2 lata od swojego płytowego debiutu istotnie dopracowali swój warsztat. Tym razem postawili na większy udział instrumentów dętych, co da się zaobserwować częstymi duetami – współbrzmieniami trąbki i saksofonu tenorowego. Utwory, choć oparte o podobne schematy, tym razem mają bardziej otwartą formę – więcej jest improwizacji, kompozycji złożonych.
Wszystkim głównym utworom nadano nazwy symboli liczbowych, co jeszcze bardziej podkreśla istotność rytmizacji i zmiennego tempa. Kompozycje te występują naprzemiennie pomiędzy pojawiającymi się interludiami. Te zaś, co zostało zaznaczone na materiałach dołączonych do płyty, zostały w całości zaimprowizowane podczas sesji nagraniowej. 
Podobnie jak na Harmony of the Spheres tak i teraz, autorem wszystkich kompozycji jest Mikołaj Poncyliusz, gitarzysta i założyciel grupy. Spora dawki ekspresji i żywiołowość improwizacji to w głównej mierze właśnie jego zasługa. Dynamizm ten eksponuje również wielokrotne powtarzanie głównych motywów utworów z wykorzystaniem podobnej konfiguracji poszczególnych instrumentów. A całość idealnie podkreśla osobliwa harmonia, dźwięk i solo gitary w wykonaniu Poncyliusza, konsonanse i dysonanse Radka Nowaka (tr) i Bartka Tkacza (sax), muzykalność i precyzja Adama Prokopowicza (cb) oraz wirtuozeria Jakuba Kinsnera (dr). Na szczęście nie brakuje momentów wyciszenia – pozwalających na odrobinę refleksji. Zresztą Numbers to, de facto, muzyka kontemplacyjna, przy której nietrudno zatopić się w własnych myślach.   
Najnowszy album grupy HoTS to współczesny jazz w najlepszym wydaniu. To potwierdzenie, że styl który wykreowali muzycy to dobry kierunek, a jednocześnie ciągle jest w nim wystarczająco miejsca na rozwinięcia i wariacje. Numbers to dzieło kompletne, które z pewnością znajdzie liczne grono entuzjastów. Ja już do nich należę.
Mateusz Kołodzien – AxunArts – opiniotwórczo o muzyce

https://axunarts.wordpress.com/2016/12/31/recenzja-hots-numbers/

Chciałbym użyć kiedyś w recenzji mojego ulubionego zwrotu z serialu o przygodach kapitana Hansa Klossa – „Nie ze mną te numery…!”. Cholera, znowu się nie uda. Kwintet HoTS swoją nową płytą skutecznie zniweczył mój misterny plan.

Chociaż w dużej części zaimprowizowana (wszystkie interludia), płyta „Numbers” jest szalenie odmienna od tego, co pojawiło się na wydanym niedawno albumie tria Michała Milczarka (recenzja już niedługo na blogu). Propozycja HoTS jest spokojna, mocno nastawiona na harmonię oraz subtelność, co jednocześnie zupełnie nie przeszkadza w budowaniu emocji i napięć na linii muzycy-odbiorcy oraz pomiędzy samymi członkami grupy. Zaimprowizowany charakter wybranych kompozycji – przynajmniej teoretycznie – powinien nieść za sobą nieco większą nutę szaleństwa. Jest inaczej, co trochę zaskakuje (oczywiście na plus) i jednocześnie urzeka.

Poszczególne utwory, jak i cały krążek, rozwijają się niczym dobra powieść. Narracja wciąga, jedne wątki uwypuklając, inne nieco skrywając, by za moment dokonać zwrotu i wydobyć na pierwszy plan wydawałoby się zupełnie poboczną historię. Tę samą muzyczną sytuację opisują i przybliżają różne instrumenty – prowadząc uzupełniającą się grę (np. saksofon, trąbka i perkusja w duecie z kontrabasem) lub co jakiś czas dominując nad całością (gitara, trąbka). Po kilkukrotnym wysłuchaniu tego, co zawarte na „Numbers”, odnoszę wrażenie, że powiększenie grupy o saksofon i położenie w kompozycjach większego nacisku na sekcję dętą, okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem. Zabieg ten zrównoważy wkład kombinacji kontrabas-perkusja oraz gitary lidera.

Pomimo zwiększenia roli dęciaków, zespół HoTS nie obiera w swojej twórczości zupełnie nowego kierunku. Pod względem muzycznego klimatu album „Numbers” jest bardzo podobny do poprzedniego krążka. Wszystkie kompozycje, jak w przypadku „Harmony of The Spheres”, powstały w głowie Mikołaja Poncyliusza. Charakteryzuje je duża dbałość o szczegóły, polot, balansowanie na granicy ekspresyjności i spokoju oraz słyszalny progres w stosunku do tego, co znane z wcześniejszego krążka (stąd też wyższa ocena końcowa w porównaniu do debiutu). Finalnie, płyta jawi się jako podążanie wcześniej obranym szlakiem jazzu współczesnego oraz przykład idei długofalowego grania i współpracy, która przyświeca temu polskiemu zespołowi. (MAK)

 

Recenzja płyty „Numbers” – Jazz Forum grudzień 2016 – Adam Domagała

 

 

Tomasz Janas – Kultura Poznań

http://kulturapoznan.pl/mim/kultura/news/relacje-recenzje-opinie,c,9/muzyka-zmyslow-i-pomyslow-czyli-plyty-pod-choinke,101008.html

Numery HoTS

„Kolejny album z kręgu Multikulti to „Numbers” – drugi w dyskografii młodego kwintetu HoTS (Harmony of The Spheres). Wypełnia go znakomita, rozkwitająca, pełna świeżości i naturalności muzyka. Prowadzący zespół błyskotliwy gitarzysta Mikołaj Poncyljusz i jego koledzy przedstawiają granie pełne wyrafinowania, dyscypliny, a zarazem spontaniczne, ukazujące szczególną wrażliwość na dźwięk. To muzyka potoczysta, przyjazna wobec słuchacza, a zarazem wysublimowana. Kwintet oferuje granie żywiołowe, ekspresyjne, pełne emocji, jednocześnie budujące pełen subtelności, refleksyjny nastrój. Muzykowanie zadziwiająco dojrzałe, ze świetną dramaturgią i sugestywnie budowanym napięciem, z niewątpliwą zdolnością grania narracyjnego i kolorystycznego. Twórczość kwintetu HoTS dowodzi niewątpliwego charakteru wykonawców i ich kreacyjnych mocy.”

 

HoTS: piękno w liczbach – Adam Domagała 

http://zdzezemlzej.blogspot.com/2016/11/hots-piekno-w-liczbach.html

HoTS, czyli Harmony of the Spheres. Warszawski zespół prowadzony przez gitarzystę i kompozytora Mikołaja Poncyljusza zaczerpnął swoją nazwę z pism starożytnego matematyka i filozofa Pitagorasa, który twierdził, że poruszające się po swych orbitach ciała kosmiczne wytwarzają muzykę: niesłyszalną dla ludzkiego ucha, ale istotną dla życia wszechświata.

To ładna, poetycka otoczka muzycznej działalności zespołu, który doczekał się drugiej płyty niespełna półtora roku po fonograficznym debiucie. I nie tylko otoczka, a raczej konsekwentnie realizowane motto. Drugi album HoTS pokazuje, jak ważne jest dla zespołu przywiązanie do harmonijnego brzmienia, wypracowanego podczas wielu prób i koncertów, wolnego od hałaśliwości i przypadkowości. To jest ten rodzaj muzyki – przy całej jej otwartości i wewnętrznej zmienności – która ma absorbować uwagę słuchacza i koić jego skołatane nerwy.
Już na debiutanckim krążku słychać było, że Mikołaj Poncyljusz, autor wszystkich kompozycji, ma niezwykłą zdolność do układania utworów z jednej strony bardzo melodyjnych i nastrojowych, z drugiej zaś bardzo nieoczywistych w swojej strukturze, pisanych, mam wrażenie, jako krótsze i dłuższe fragmenty suity nieustannie rodzącej się w wyobraźni autora.

Tym razem, rozszerzając instrumentarium (kwartet zmienił się w kwintet z udziałem saksofonisty), Poncyljusz jeszcze bardziej podkreślił swoją skłonność do dłuższej narracji i zrezygnował z tytułowania utworów: są wyłącznie numery i rozdzielające je interludia (czyli w pełni improwizowane, krótkie solówki wszystkich po kolei członków zespołu).  
Mamy do czynienia z albumem koncepcyjnym, niespieszną opowieścią, opowiadaną półszeptem przez niezwykle wrażliwych artystów. Skojarzenia z minimalistyczną z estetyką ECM są oczywiste, ale, mam wrażenie, od niezliczonych produkcji Manfreda Eichera płytę „Numbers” odróżnia… pogoda ducha jej twórców. W tej krainie zawsze świeci słońce, nawet jeśli kunsztownie napisane melodie rozpływają się w swobodne impresje i nawet jeśli solidna, jazzowa pulsacja ustępuje, by tak rzec, celebracji chwili, która może i krótka, za to jest po prostu piękna.

 

HoTS:  Jakub Kinsner (perkusja), Bartosz Tkacz (saksofon tenorowy), Mikołaj Poncyljusz (gitara), Adam Prokopowicz (kontrabas) i Radek Nowak (trąbka). Płytę „Numbers” wydało Multikulti Project.

 

Adam Baruch – Soundtrack Of My Life

http://www.adambaruch.com/reviews_item.asp?item=105399

„This is the second album by the Polish Jazz quintet HoTS, led by guitarist / composer Mikolaj Poncyljusz and including trumpeter Radek Nowak, saxophonist Bartosz Tkacz, bassist Adam Prokopowicz and drummer Jakub Kinsner. The album presents six original tunes, all composed by Poncyljusz, which are separated by five short interludes, which are improvised. All the music is presented continuously without the customary silence breaks between tracks.

Musically the album continues the path set by their debut album, which focuses on melodic compositions, which serve as basis for solo improvisations by guitar, trumpet and saxophone. The interludes feature prominently each of the quintet members in turn, focusing on their respective abilities as instrumentalists and improvisers.

The addition of Tkacz as the fifth member of the group radically expanded the ambience and the interplay possibilities, and presents a more balanced overall ensemble sound and enables sharing the load of the main soloist between him and Nowak, who was the focus of the debut album. Poncyljusz continues using the reverb soaked guitar sound, which personally I am not crazy about, but his playing is technically without reproach. The rhythm section supports the flow of the music perfectly, staying respectfully mostly in the background. Prokopowicz has a nice fat sound which fills the bottom range very well and Kinsner plays very softly (or is not prominent enough in the mix), which often seems as he’s not there much.

The music is a bit too melancholy, flowing very slowly and within a very narrow emotional range. But the compositions are solid and the performances heartfelt, which adds up to a very nice atmospheric album, which deserves to be heard and enjoyed. The fact that HoTS manages to create their own stylistic signature as a group is the most significant achievement and the unusual concept of presenting the album as a continuous stream of music is also commendable.

Overall this is a very interesting mainstream Jazz album, which beautifully presents the diversity and ingenuity of Polish and European Jazz and is definitely worth investigating.”