Recenzje i Wywiady

All About Jazz – Mark Sullivan

Wywiad w Programie 3 Polskiego Radia – Piotr Baron

Wywiad w Programie 3 Polskiego Radia – Mariusz Owczarek „Mało Obiektywnie”

trojka-malo-obiektywnie

 

Jakub Krukowski – JazzPress 01/2017

Robert Ratajczak – blog muzyczny LongPlay

„(…)HoTS jest na polskiej scenie jazzowej zjawiskiem wyjątkowym. W utworach zespołu, mimo że oscylujących wokół szeroko pojętego mainstreamu, znajdziemy elementy zaangażowane i złożone. To muzyka która potrafi wciągnąć nawet mało osłuchanego z jazzem odbiorcę w miejsca pierwotnie dla niego niedostępne i zdawać by się mogło przeznaczone tylko dla wytrawnego słuchacza. W łatwo przyswajalne tematy o przejrzystej strukturze HoTS wplatają formy wyrafinowane o wyszukanej i złożonej konstrukcji. Innym atrybutem płyty „Numbers” jest zachowanie dbałości o każdy najmniejszy detal, o co w muzyce improwizowanej wyjątkowo trudno. Mimo wyczuwalnej swobody z jaką muzycy poruszają się w muzycznej przestrzeni, nie naruszają pewnych niewidocznych granic aranżacyjnej elegancji.
Drugi album po udanym debiucie, to dla wielu artystów płyta niewdzięczna, która nie zawsze jest w stanie udźwignąć ciężar poprzedniczki. W przypadku HoTS mamy jednak do czyniena z prawdziwym rozwinięciem skrzydeł i większym zdecydowaniem w dążeniu ku obranemu celowi.”

Magdalena Szpak – blog muzyczny blue-bossa – Muzyka ukryta w liczbach

„O tym, że fascynują ich liczby, można było przekonać się słuchając ich debiutanckiej płyty. Harmony of the Spheres (tytuł jest również rozwinięciem nazwy zespołu: HoTS) rozpoczyna intrygująco brzmiący utwór 3/5. Nazwa ta od razu nasuwa skojarzenia z metrum, którego – jak się okazuje po wysłuchaniu całego materiału – rzeczywiście nie sposób pominąć. Ciągle zmieniający się rytm to nie tylko unikatowa cecha kompozycji 3/5 – to wręcz element symboliczny najnowszego albumu grupy o nieprzypadkowym tytule Numbers (Mutikulti Project).
Pierwszy raz z repertuarem Numbers miałam okazję zetknąć się w warunkach najlepszych, jakie mogły się zdarzyć – nieco ponad miesiąc temu zespół przyjechał do Wrocławia. Zagrali w znanym klubie jazzowym w mieście, prezentując się tak dobrze, że powrót do domu z płytą w ręku był nieunikniony.
Dla tych, którym znany jest debiutancki album grupy, Numbers z pewnością będzie kontynuacją powziętego stylu i oryginalnego, harmonijnego brzmienia. Odnajdą w nim liczne próby ingerencji w rytm i nieustannej zmiany metrum. To właściwie najważniejsze podobieństwa dwóch dotychczasowych krążków grupy. Co nowego? Na płycie usłyszymy bogatych o nowe doświadczenia muzyków, którzy przez ostatnie 2 lata od swojego płytowego debiutu istotnie dopracowali swój warsztat. Tym razem postawili na większy udział instrumentów dętych, co da się zaobserwować częstymi duetami – współbrzmieniami trąbki i saksofonu tenorowego. Utwory, choć oparte o podobne schematy, tym razem mają bardziej otwartą formę – więcej jest improwizacji, kompozycji złożonych.
Wszystkim głównym utworom nadano nazwy symboli liczbowych, co jeszcze bardziej podkreśla istotność rytmizacji i zmiennego tempa. Kompozycje te występują naprzemiennie pomiędzy pojawiającymi się interludiami. Te zaś, co zostało zaznaczone na materiałach dołączonych do płyty, zostały w całości zaimprowizowane podczas sesji nagraniowej. 
Podobnie jak na Harmony of the Spheres tak i teraz, autorem wszystkich kompozycji jest Mikołaj Poncyliusz, gitarzysta i założyciel grupy. Spora dawki ekspresji i żywiołowość improwizacji to w głównej mierze właśnie jego zasługa. Dynamizm ten eksponuje również wielokrotne powtarzanie głównych motywów utworów z wykorzystaniem podobnej konfiguracji poszczególnych instrumentów. A całość idealnie podkreśla osobliwa harmonia, dźwięk i solo gitary w wykonaniu Poncyliusza, konsonanse i dysonanse Radka Nowaka (tr) i Bartka Tkacza (sax), muzykalność i precyzja Adama Prokopowicza (cb) oraz wirtuozeria Jakuba Kinsnera (dr). Na szczęście nie brakuje momentów wyciszenia – pozwalających na odrobinę refleksji. Zresztą Numbers to, de facto, muzyka kontemplacyjna, przy której nietrudno zatopić się w własnych myślach.   
Najnowszy album grupy HoTS to współczesny jazz w najlepszym wydaniu. To potwierdzenie, że styl który wykreowali muzycy to dobry kierunek, a jednocześnie ciągle jest w nim wystarczająco miejsca na rozwinięcia i wariacje. Numbers to dzieło kompletne, które z pewnością znajdzie liczne grono entuzjastów. Ja już do nich należę.

Mateusz Kołodzien – AxunArts – opiniotwórczo o muzyce

Chciałbym użyć kiedyś w recenzji mojego ulubionego zwrotu z serialu o przygodach kapitana Hansa Klossa – „Nie ze mną te numery…!”. Cholera, znowu się nie uda. Kwintet HoTS swoją nową płytą skutecznie zniweczył mój misterny plan.

Chociaż w dużej części zaimprowizowana (wszystkie interludia), płyta „Numbers” jest szalenie odmienna od tego, co pojawiło się na wydanym niedawno albumie tria Michała Milczarka (recenzja już niedługo na blogu). Propozycja HoTS jest spokojna, mocno nastawiona na harmonię oraz subtelność, co jednocześnie zupełnie nie przeszkadza w budowaniu emocji i napięć na linii muzycy-odbiorcy oraz pomiędzy samymi członkami grupy. Zaimprowizowany charakter wybranych kompozycji – przynajmniej teoretycznie – powinien nieść za sobą nieco większą nutę szaleństwa. Jest inaczej, co trochę zaskakuje (oczywiście na plus) i jednocześnie urzeka.

Poszczególne utwory, jak i cały krążek, rozwijają się niczym dobra powieść. Narracja wciąga, jedne wątki uwypuklając, inne nieco skrywając, by za moment dokonać zwrotu i wydobyć na pierwszy plan wydawałoby się zupełnie poboczną historię. Tę samą muzyczną sytuację opisują i przybliżają różne instrumenty – prowadząc uzupełniającą się grę (np. saksofon, trąbka i perkusja w duecie z kontrabasem) lub co jakiś czas dominując nad całością (gitara, trąbka). Po kilkukrotnym wysłuchaniu tego, co zawarte na „Numbers”, odnoszę wrażenie, że powiększenie grupy o saksofon i położenie w kompozycjach większego nacisku na sekcję dętą, okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem. Zabieg ten zrównoważy wkład kombinacji kontrabas-perkusja oraz gitary lidera.

Pomimo zwiększenia roli dęciaków, zespół HoTS nie obiera w swojej twórczości zupełnie nowego kierunku. Pod względem muzycznego klimatu album „Numbers” jest bardzo podobny do poprzedniego krążka. Wszystkie kompozycje, jak w przypadku „Harmony of The Spheres”, powstały w głowie Mikołaja Poncyliusza. Charakteryzuje je duża dbałość o szczegóły, polot, balansowanie na granicy ekspresyjności i spokoju oraz słyszalny progres w stosunku do tego, co znane z wcześniejszego krążka (stąd też wyższa ocena końcowa w porównaniu do debiutu). Finalnie, płyta jawi się jako podążanie wcześniej obranym szlakiem jazzu współczesnego oraz przykład idei długofalowego grania i współpracy, która przyświeca temu polskiemu zespołowi. (MAK)

Recenzja płyty „Numbers” – Jazz Forum grudzień 2016 – Adam Domagała

 

Tomasz Janas – Kultura Poznań

„Kolejny album z kręgu Multikulti to „Numbers” – drugi w dyskografii młodego kwintetu HoTS (Harmony of The Spheres). Wypełnia go znakomita, rozkwitająca, pełna świeżości i naturalności muzyka. Prowadzący zespół błyskotliwy gitarzysta Mikołaj Poncyljusz i jego koledzy przedstawiają granie pełne wyrafinowania, dyscypliny, a zarazem spontaniczne, ukazujące szczególną wrażliwość na dźwięk. To muzyka potoczysta, przyjazna wobec słuchacza, a zarazem wysublimowana. Kwintet oferuje granie żywiołowe, ekspresyjne, pełne emocji, jednocześnie budujące pełen subtelności, refleksyjny nastrój. Muzykowanie zadziwiająco dojrzałe, ze świetną dramaturgią i sugestywnie budowanym napięciem, z niewątpliwą zdolnością grania narracyjnego i kolorystycznego. Twórczość kwintetu HoTS dowodzi niewątpliwego charakteru wykonawców i ich kreacyjnych mocy.”

Adam Baruch – Soundtrack Of My Life

„This is the second album by the Polish Jazz quintet HoTS, led by guitarist / composer Mikolaj Poncyljusz and including trumpeter Radek Nowak, saxophonist Bartosz Tkacz, bassist Adam Prokopowicz and drummer Jakub Kinsner. The album presents six original tunes, all composed by Poncyljusz, which are separated by five short interludes, which are improvised. All the music is presented continuously without the customary silence breaks between tracks.

Musically the album continues the path set by their debut album, which focuses on melodic compositions, which serve as basis for solo improvisations by guitar, trumpet and saxophone. The interludes feature prominently each of the quintet members in turn, focusing on their respective abilities as instrumentalists and improvisers.

The addition of Tkacz as the fifth member of the group radically expanded the ambience and the interplay possibilities, and presents a more balanced overall ensemble sound and enables sharing the load of the main soloist between him and Nowak, who was the focus of the debut album. Poncyljusz continues using the reverb soaked guitar sound, which personally I am not crazy about, but his playing is technically without reproach. The rhythm section supports the flow of the music perfectly, staying respectfully mostly in the background. Prokopowicz has a nice fat sound which fills the bottom range very well and Kinsner plays very softly (or is not prominent enough in the mix), which often seems as he’s not there much.

The music is a bit too melancholy, flowing very slowly and within a very narrow emotional range. But the compositions are solid and the performances heartfelt, which adds up to a very nice atmospheric album, which deserves to be heard and enjoyed. The fact that HoTS manages to create their own stylistic signature as a group is the most significant achievement and the unusual concept of presenting the album as a continuous stream of music is also commendable.

Overall this is a very interesting mainstream Jazz album, which beautifully presents the diversity and ingenuity of Polish and European Jazz and is definitely worth investigating.”

Recenzja koncertu w „12/14” – Tomasz Pierchała – 5 IX 2016

„Dzisiejszy swój koncert grupa HoTS rozpoczęła świetną kompozycją – pochodzącą z pierwszej płyty – „3/5”, zapowiadającą przestrzenie muzyczne z ich charakterystyczną, mocno klimatyczną melodyką poncyljuszowych utworów wciągających słuchacza w swój niezwykły świat pięknych opowieści, a jednocześnie dają mnóstwo pola dla solistycznych popisów każdego z członków grupy. Zwalniając tempo, przeszli do „# 27” (jedyny utwór w tym secie pochodzący z materiału do płyty „Numbers”) inicjowanego znakomitym kontrabasowym intro, a zapowiedziany w pierwszym utworze klimat uległ zagęszczeniu. Przepiękny temat tej kompozycji jest z całą pewnością godny zapamiętania i będzie łatwo rozpoznawalny w przyszłości, nawet jeśli jakiś inny muzyk włączy go do swego repertuaru. Świetne solówki gitary i instrumentów dętych. Późniejsze „Alone”, jak i „W.” zauroczyły tematami i przepiękną trąbką w „W.”, po której gitara dookreśliła niezwykły klimat kompozycji. Prawie dwuminutowe saksofonowe intro rozpoczęło ostatni utwór pierwszej części koncertu, w sposób nieomal mimetyczny przedstawiając zabawy tytułowej „Pandy” (utwór jest pierwszą kompozycją w dorobku kompozytorskim Mikołaja Poncyljusza), by później rozwinąć to w pełne energii fascynujące współgranie, dokumentujące znakomitą komunikację pomiędzy muzykami i pełną dojrzałość artystyczną tego młodego przecież zespołu. Pierwsza część zostawiła słuchaczy w gorącym oczekiwaniu kontynuacji koncertu, a muzycy schodzili na przerwę żegnani gorącymi owacjami i głośnymi okrzykami usatysfakcjonowanej publiczności. 

Serdecznie witani przez oczekująca publiczność, drugą część koncertu muzycy HoTS rozpoczęli od „# 26”, drugiego z pięciu utworów promujących materiał do płyty „Numbers”, przedstawianych dzisiaj premierowo. Jeśli wszystkie utwory na tym albumie będą tej jakości, co zaprezentowany w pierwszej części „# 27” i „#26”, to czeka nas niemała sensacja edytorska. To kompozycje niezwykle dojrzałe, oferujące nie tylko świetną strukturę harmoniczną i nadzwyczajną melodykę, znakomite partie ad libitum, ale również świetne wykonania zarówno w obszarze kolektywnej kreacji, jak i solowych popisów wszystkich instrumentalistów. Piękne, powolne tematy, grane unisono przez sekcję dętą wspieraną bogatymi riffami gitary i perfekcyjnie obudowanymi pochodami basowymi i swingującą perkusją, wciągają bez reszty w zupełnie zindywidualizowany świat dźwięków i brzmień. Wielkie brawa dla Mikołaja Poncyljusza za maestrię kompozytorską i aranżacyjną. Ale też należy powiedzieć bardzo jasno, że jego gitara to dzisiaj bez wątpienia jedna z czołowych polskich gitar jazzowych i w prostej linii spadkobierczyni spuścizny wielkiego Jarka Śmietany. Postęp dokonany przez Mikołaja Poncyljusza na przestrzeni raptem dwóch lat – i to zarówno w warstwie kompozytorskiej, jak i wykonawczej – plus wyczuwalny potencjał rozwojowy, czynią z tego młodego muzyka jedną z najciekawszych postaci współczesnego jazzu w Polsce.
Wsłuchując się w kolejny „numer”, tym razem „# 28”, szczególnie we fragment z fascynującym solo basowym i jego charakterystyczną dominantą powtarzanego rytmicznie dwudźwięku Es/F, na które później nakładają się solówki saksofonu (idącego w stronę faktur rodem z dokonań free-jazzu), trąbki (z zupełnie stańkowo-komedowską konstrukcją i brzmieniem), by w końcu na głębokich akordach gitary powrócić do tematu, poprzedzając to gitarowym, niezwykłym solem, można z całą pewnością powiedzieć, że przewidywana edytorska sensacja jest pewna. Z kolei „# 23” to świetny przykład swingującego drive’u niespodziewanie przechodzącego w quasi-bluesowo/rockowe metrum, w którym na plan pierwszy wysuwa się mocna solówka perkusji Opalińskiego, w której usłyszeć mogliśmy nie tylko potężny bit, ale i poszukujące preparacje wskazujące na wszechstronność i duże umiejętności tego drummer, tym bardziej, że wyjście z sola bębnów zaznaczone jest rytmem rumby, zmieniającej się w ciągu zaledwie kilku taktów w spokojną jazzową balladę, by po chwili powrócić do swingu, ale poprzez woltę rytmów szesnastkowych. Ale pomimo tych łamańców rytmicznych słucha się tego świetnie, a logika następstw kolejnych metrum jest godna podziwu. Po części ich mnogość wynikała z udatnego połączenia z kolejną kompozycją zatytułowaną „Diuna”. Żegnani owacjami, zostali poproszeni o bis, w którym pojawiła się wzbogacona wersja kompozycji „Panda”, a więc pierwszej kompozycji Mikołaja Poncyljusza. To był świetny koncert! Gratulujemy!!!”

 

Recenzja w Jazz Forum – Ryszard Borowski

Recenzja Jazz Forum

Wywiad dla Jazz Jantar – Jakub Knera

 

Recenzja koncertu w „12/14” – Tomasz Pierchała

„Wpisujące się hurtem w najlepsze europejskie tradycje nowoczesnej kompozycji jazzowej, nadzwyczaj dojrzałe i fascynujące utwory Mikołaja Poncyljusza, złożyły się wczoraj na porywający koncert, powstałej w 2011 roku, warszawskiej formacji HoTS tworzonej przez znakomitych młodych muzyków – Jakuba Kinsnera (perkusja), Adama Prokopowicza (kontrabas), Bartosza Tkacza (saksofon tenorowy), Radosława Nowaka (trąbka) i lidera zespołu, wspomnianego już Mikołaja Poncyljusza (gitara), absolwentów Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina na Bednarskiej oraz studentów Akademii Muzycznej w Katowicach. Wypełniająca klub (do granic pojemności) międzynarodowa Publiczność owacyjnie witała każdy nowy temat, grany – a jakże! – w unisono instrumentów dętych długą, ciemną nutą (przywodzącą na myśl komedowskie arcydzieła Kattorna, Astigmatic, Svantetic czy Don Kichote [ten ostatni, szczególnie, w utworze „#26” otwierającym koncert]) inicjującą formę dość otwartą, dającą z jednej strony bardzo dużo pola dla własnej inwencji, a z drugiej wymagającą dużej intuicji muzycznej i kunsztu improwizacyjnego każdego z solistów. I choć kompozytorski talent Poncyljusza nie czerpie bezpośrednio z utworów Komedy, to niewątpliwie tworzy wspaniałą muzykę naznaczoną osobistym rytem, i o podobnym ładunku melodyjności, nastroju, klimatu i przestrzeni, co ujawniło się szczególnie w swoistym dyptyku utworów „#25” i „#24” (przy okazji – nazwaliśmy Mikołaja „mistrzem tytułu”), a także w „Alone In A Deep Space”, „Panda”, „Ząbki” i w przepięknej balladzie zagranej na bis, zatytułowanej „W.”, dedykowanej swej żonie, Weronice. Jeśli do tego, co już powiedziano, dodać wspomnienie znakomitych popisów solistycznych młodych Artystów – niezwykłego, wręcz onirycznego brzmienia gitary, świetnej, równej i czystej gry instrumentów dętych, porywających zabiegów basu i podbijającej motorykę groove’u perkusji – to będziemy mieli do czynienia ze wspomnieniem kompletnym niezwykłego koncertu bardzo, ale to bardzo niezwykłej grupy, której rokujemy znakomitą przyszłość, podobnie zresztą, jak kompozycjom Mikołaja Poncyljusza, których uzasadnioną ambicją powinno być wpisanie się w kanon polskiej kompozycji jazzowej. Dziękujemy za cudowny koncert! Trzymamy za Was kciuki!”

 

Miesięcznik „RUCH MUZYCZNY” – 03/2015 – Tomasz Handzlik

Skan 47

TVP Rzeszów – wywiad z HoTS wraz z fragmentami koncertu w „Jazz Room” Rzeszów- www.rzeszow.tvp.pl

stacja rze

Marek Cichoń – www.musicis.pl 

„(…)Ale to nie wydaje się być głównym celem pokazu pod nazwą „Harmony of the Spheres”. Tym jest raczej przedstawienie siebie jako twórców. Pojętnych, bo świetnie odnajdujących się w podstawach gatunku, klasycznych regułach komponowania, ale także potrafiących bawić się dźwiękiem. I choć niektóre uderzenia mogą wydawać się niecelne, to cały ten zestaw przyjmuje się z zainteresowaniem. Tym większym, że wciąż niedosyt niesie brak obcowania z kompozycjami Mikołaja Poncyliusza w wersji na żywo – bo właśnie tak od 2011 roku kształtował się ten album. Jeśli więc istnieje taka potrzeba, zawsze można wybrać się na koncert. Dla wielu może być to opcja wskazana.”

 

Jazz Jantar – Czesław Romanowski – 7 XI 2015

Grająca w żakowej kawiarni polska grupa HoTS, czyli Harmony Of The Spheres, to kwintet, który z początku mnie nie zachwycił. Pierwsze dźwięki zdawały się zwiastować typowy, dosyć sprawny band, który niczego nowego nie odkrywa i nie proponuje, mocno mieszcząc się w jazzowej tradycji. Już jednak po kilku minutach to wrażenie znikło, trudno mi nawet właściwie powiedzieć dlaczego. Może to kompozycje, które choć opierające się na schemacie: temat-improwizacje muzyków-powrót do tematu, mają w sobie jakiś pierwiastek czegoś świeżego, ciekawego? A może to gitara lidera zespołu, Mikołaja Poncyljusza? Od razu muszę zaznaczyć, że gitara w jazzie to jeden z moich mniej ulubionych instrumentów, z tym większym zdziwieniem złapałem się na tym, że słucham tego występu przede wszystkim z powodu brzmienia tego instrumentu. Solowe improwizacje Poncyljusza miały w sobie i maestrię, i urok, i głębię. Składu zespołu dopełniają perkusista, trębacz, saksofonista oraz kontrabasista. I chociaż wszyscy muzycy są bardzo sprawni, to na szczególne wyróżnienie zasługuje ten ostatni, Adam Prokopowicz, którego instrument nie tylko świetnie współgrał z gitarą lidera, ale także wygrywał w tle niezwykle piękne, wręcz subtelne frazy, które, nieco przytłoczone przez pozostałe instrumenty, z pewnością zasługują na więcej czasu i uwagi. 

Kwartalnik „Twój Blues” – recenzja Robert Lenert

Kwartalnik Lizard – recenzja Robert Zbrzeski

 

Tomasz Janas – poznański miesięcznik „IKS” 

11149308_1100764766605495_4638680172854734238_n

 

Milena Fabicka – „JazzPress” kwiecień 2015

 

 

Wojciech Pacuła – miesięcznik Hi-Fi, Hi-End „High Fidelity

„(…)Piękna muzyka i dopasowany do niej sposób realizacji – jest znakomicie. To kolejna, po Polce Wojtek Mazolewski Quintet płyta jazzowa, której słucham ciągle i na okrągło.”

 

Wrocław.pl – Magdalena Talik

„(…)a z nagranym na nim materiałem śmiało można pokazać się w sali koncertowej, jak i…zapukać do wytwórni filmowych. Muzyka skomponowana przez Poncyljusza aż prosi się, aby zilustrować jakiś obraz na dużym ekranie. Może dlatego, że nie zabija słuchacza nadmiarem dźwięków, wrażeń, raczej pozwala się uspokoić, nabrać dystansu, posmakować klimatu. Amerykański podróżnik Pico Iyer napisał w jednej z książek: „Usiądź sam w ciszy i pomyśl. To może okazać się największą przygodą twojego życia”. Słuchanie płyty Harmony of the Spheres przypomina właśnie taki stan. Muzyka wycisza, pozwala uwolnić się od nerwowego życia, jakie toczy się gdzieś obok. Na żywo musi brzmień oszałamiająco, bo to jazz refleksyjny, zmuszający do tego, by przystanąć, wyłączyć się na chwilę z „tu i teraz”.(…)”

 

Jacek Kurek – Miesięcznik „śląsk”

„(…)HoTS grają razem od 2011 roku. Mają za sobą kilkadziesiąt koncertów, a w sobie wiarę w muzykę silniejszą niż złowieszcze ograniczenia dnia codziennego. Ze smakiem, wyczuciem i pełną świadomością odwołują się do tradycji jazzu europejskiego, tworząc kompozycje ujmujące, inteligentne, bogate w kolory gustownie dobierane, a jednocześnie kompozycje bardzo osobiste. I jest pewna powściągliwość, a także rodzaj dyscypliny w muzyce zespołu, przywołujące na myśl znakomite jazzowe płyty firmowane przez monachijskie wydawnictwo ECM. To muzyka czystej urody. Tchnie z niej łagodność dobrej, szczerej rozmowy przyjaciół o wszystkim, co jest treścią ich relacji, o świecie, w jakim żyją i do jakiego tęsknią. Słuchając Harmonii sfer,  wracamy do źródeł muzyki, która jest pierwsza i jedyna, ponad nakazami muzycznych rynków czy uwarunkowań, i płynie z miejsc będących niewysychającymi źródłami muzyki… Świetny album zespołu ukazał się nakładem niezależnego wrocławskiego wydawnictwa V-Records, tego samego, które w 2013 roku wydało wyborny album Kuby Stankiewicza Kilar

Bardzo dobry początek… I tyle już obietnic w muzyce ciał niebieskich… I tyle doznań…”

 

Adam Boruch – „The Soundtrack Of My Life” – blog muzyczny

„(…)This is definitely a formidable debut and HoTS will slowly gain a respected position on the European Jazz scene once they hit the clubs and festivals circuit and continue to release albums of such quality as this one. Wholeheartedly recommended of course!”

 

Piotr Bielawski – „Na Temat”, Radio Lódź

„(…)Tak podszedł do tego Mikołaj Poncyljusz ze swoim zespołem HoTS. Bez względu na ocenę, jak bardzo młodzieńczy jest ten jego wszechświat, zrobił to w takim stylu, że miał do tego prawo.

Przy okazji – po raz kolejny powtórzę – słuchajmy naszej młodzieży, bo naprawdę warto!”

 

Marek Dusza – „Rzeczpospolita”

„(…)Nie jest to jednak kolejna smooth jazzowa produkcja. Muzycy mają ambicje, by grać rozbudowane solówki, zmieniać tempo, szukać oryginalnych harmonii. Większość kompozycji Mikołaja Poncyljusza ma osobisty charakter. (…)”

 

Michał Margański – audycja „Potrójne pasmo przesnoszenia” -Program Trzeci Polskiego Radia

 

Robert Ratajczak – Long-Play Blog, Jazz Forum, Radio Aspekt

„(…)Debiut na bardzo wysokim poziomie, a zarazem płyta niosąca nadzieję na to, iż być może jesteśmy świadkami narodzin wyjątkowego zjawiska na polskiej scenie jazzowej.”

 

Mieczysław Buski – Polskie Radio

„(…)czy coś Państwu te nazwiska mówią? Nie? A grupa – HoTS? Też nie? No, to mają Państwo problem, bo istnieje wielkie niebezpieczeństwo przeoczenia smakowitego debiutu stołecznego zespołu. Tym bardziej, że jak na razie brakuje choćby próbek do sprawdzenia tego, co też młodzi muzycy umieścili na płytce. Nagrany dla V Records album „Harmony of the Spheres” to, czytamy w jego zapowiedzi „porządek ciał kosmicznych, wytwarzających muzykę, gdy z różną prędkością poruszają się po swych orbitach.” Taaaa, trochę filozofii nie zaszkodzi, ale na szczęście nie jest im ona za bardzo potrzebna, gdyż muzycznie chłopaki się bronią. (…)”

 

Magdalena Szpak – Blue Bossa to autorski blog poświęcony współczesnej muzyce improwizowanej – ze szczególnym uwzględnieniem jazzu, world music, muzyki etnicznej.

„(…)Można pokusić się o stwierdzenie, że w warstwie muzycznej niektóre z utworów miały nawiązywać do tej „triumfalnej pieśni” wszechświata, której wciąż nie sposób usłyszeć. Płyta Harmony of the Spheres wyróżnia też spójność, delikatność, czytelność. Pomimo licznych improwizowanych solo, spodoba się z pewnością nie tylko entuzjastom jazzu.(…)”

Recenzja na portalu AxunArts – Mateusz „Axun” Kołodziej

https://axunarts.wordpress.com/2016/01/16/recenzja-hots-harmony-of-the-spheres/

Reklamy